Jogi

Jogi ma się dobrze – nie ma z nim problemu, tzn absorbuje masę uwagi, ale w bardzo pozytywnym znaczeniu. Po kilku dniach się przyzwyczaił. Ma wielki plac do biegania i pilnowania. I ciągle chce udowadniać, że jest najlepszym stróżem jaki może istnieć.

Tolerują się z naszym staruszkiem – 14letnim Rocky’m, choć z dużą dozą zazdrości. Kokarda na zdjęciu była z okazji urodzin taty – bo za nim od momentu przywiezienia – chodził i wpatrywał się w oczy. Miłość od pierwszego wejrzenia.Jogi ma w zwyczaju wpaść na chwilę do domu – wypić miskę mleka i uciec ze zdobyczą w postaci buta. Na szczęście tylko wynosi i kolekcjonuje, nie gryzie:)

Nigdy nie spotkałam takiego wielkiego pieszczocha jak Jogi. Dużo rozumie, głównie po tonie głosu chyba i widać że chętnie się uczy. Może w schronisku uczył go ktoś podawać łapę – moja siostra pokazała mu 3 razy – na drugi dzień chcąc zwrócić jej uwagę – sam przyszedł, siadł i podał swoje malutkie łapsko. Żałuję, że mieszkam tak daleko – bo Jogi pojechał na Jurę Krakowsko-Częstochowską do miejscowości letniskowej. Ale co 3-4 tygodnie będę go widzieć. Wzięłam go 16go ze schroniska, oddałam siostrze, która zawiozła go od razu do rodziców. Widział mnie kilka godzin. Byłam w ostatni weekend u rodziców – powitał mnie z taką radością, prawie przewrócił skacząc i ciesząc się. Świetna psina. „Kochana Kruszynka” jak mawia mój tata….

pozdrawiam

Anka

jogi